wtorek, 25 marca 2014

Dog Orient - Dąbrowa Górnicza / Pustynia Błędowska - marzec 2014



Po niemal rocznej nieobecności, pora na reaktywację. Mam nadzieję, że tym razem już na stałe wróciłam do biegania. Moja obecna forma jest co prawda w mocno opłakanym staniem, ale co tam - radość z samego biegania jest najważniejsza!




Na dobry początek - start w zawodach z cyklu Dog Orient (zapraszam na ich stronę!). Razem z koleżanką i jej Airą, wystartowałyśmy w klasie Hobby na dystansie 15 km. Do wyboru było też 40 km, ale to z góry odpadało - po pierwsze, pewnie zrobiłybyśmy z 50 znając nasze zdolności obsługi mapki, a po drugie byłyśmy lekko wykończone wycierczką w Tatry, która poprzedziła zawody.




Co prawda zrzut z motoactv wskazuje na niespełna 10 km, a nie 15... ale w tych zawodach czas, dystans był najmniej ważny. Liczyła się zabawa i dość wyjątkowe okoliczności przyrody, w jakich rozegrane były zawody - tereny Pustyni Błędowskiej. Jednym słowem - pobłądzić się na pustyni, bezcenne! :) 



Po zawodach zrobiło się ciut zimno, ale nie ma to jak prywatny, mobilny grzejnik :)


Następne zawody z psiakami w Szczepocicach Rządowych - 5.04.2014. Tak było w zeszłym roku.

niedziela, 3 marca 2013

GP Łodzi 2013 5/6



Ostatni bieg... na długo. Ostatni post... na długo?
Tyle planów, tyle do nabiegania. Eh, szkoda słów.
Wiem jedno - do biegania wrócę i wszystkie wyznaczone cele zrealizuję!

A dopóki nie mogę biegać, będę pomagać! Wolontariat przy organizacji imprez :)



Dystans - 5 km
Czas - 00:26:23netto

Podsumowanie GP Łodzi 2013 (udział w 4 z 6 biegów):
Klasyfikacja generalna 170/496
Klasyfikacja kobiet 19/52
K2 9/14



wtorek, 26 lutego 2013

Bieg Powstańca - Dobra k. Strykowa



I Bieg Powstańca. W ramach obchodów 150 rocznicy bitwy pod Dobrą


W skrócie - bieg górski w łódzkim. Pod górkę i z górki po śniegu, lodzie i błocie. 
Niebieska linia na poniższym wykresie oddaje różnicę wysokości.


zrzut z motoactv


Szczególnie jedno wzniesienie dało naprawdę popalić! I choć biegłam mega wolno, udało się dobiec bez zatrzymania (+10 do moreale!)

Nie tylko wzniesienia dały w kość. Ponieważ nadeszła odwilż, biegnąc "po polach" brnęliśmy w brei śniego-błotnej (dobra, chyba nawet nie ma takiego słowa, ale najlepiej oddaje sytuację). W sumie było ciężko, ale dzięki temu, że trasa była mega absorbująca (bieg, piruety i poślizgi), przebiegło mi się ją dziwnie szybko. Oczywiście nie czas miałam dobry, po prostu nie było czasu na natrętne myśli, typu jeszcze x km..., o f*** dopiero tyle!?!. Ogólnie, gdy już wyczułam podłoże, biegło się naprawdę przyjemnie.




Dużym plusem była lokalizacja biura zawodów - umieszczono je w szkole podstawowej, dzięki czemu było sporo miejsca (i to w ciepełku) żeby przeczekać do startu, jak i rozsiaść się już po. Swoją drogą fajnie było znowu przesiadywać na szkolnych schodach... jak za dawnych lat :)

Na mecie były szczerozłote medale i dyplomy. Podobno było też losowanie nagród, nawet widzieliśmy sporo osób z łupami, ale hmmm nam tylko zabrali chipy i dali jakieś kupony rabatowe... Czyżby losów było mniej niż uczestników i było to na zasadzie kto pierwszy ten lepszy? :)

Na koniec o prawdzie starej jak świat, czyli 'uczciwość nie popłaca'. Pobiegowe jedzonko (izotonik, żurek i pączek) było wydawane na po oddaniu numeru startowego. Ponieważ "kolekcjonuję" numery, to nie chciałam się z nim rozstawać. Grzecznie więc zapytałam, czy mogłabym jednak go zatrzymać... Odpowiedź była negatywna, co nawet by mnie nie dziwiło (może rozliczali się z przydziałów żywieniowych za te numerki), gdyby nie to, że na tekst "zgubiłam numerek" jedzenie wydawano... ech muszę się w końcu nauczyć kłamać :P




Pomijając fakt, że numerek 43 z Biegu Powstańca będzie chyba najcenniejszym w moim dorobku, cała impreza zasługuje na wielki pozytyw. Dobra organizacja i fajny klimat (tu szczególne pozdrowienia dla ludzi dopingujacych na trasie!). Był to pierwszy Bieg Powstańca, ale mam nadzieję, że wpisze się na stałe w kalendarz łódzkich imprez. Ja sama chętnie pobiegłabym za rok.


Dystans - 10 km
Czas - 00:55:43netto
00:55:52 brutto
Open: 110/152
K2: 7/12

Śniadanie ok. 4 h przed biegiem: gruszka, 3 mandarynki, mała bułka z masłem orzechowym i dżemem (osobno :)). Przed samym biegiem już mnie trochę ściskało z głodu, ale w trakcie biegu mały głód został stłamszony.

środa, 20 lutego 2013

Dog Orient - Łagiewniki

fot. http://lodz.naszemiasto.pl/ klik

 

 Dog Orient. Las Łagiewnicki. 16.02.2013


Drugie podejście do dogtrekkingu. Tym razem z pro-wdziankiem - szelki sled, smycz z amortyzatorem, pas masesza. Tym razem w powiększonym teamie - "bratem", z którym startowałam w kategorii Rodzina. Tym razem marsz był przeplatany biegiem. Tym razem wybraliśmy trasę SPORT.

I choć przemierzyliśmy ok. 25 km, to czułam, że to nic w porównaniu z poprzednimi 20 km - zapewne za sprawą śniegu, który wtedy wyciągnął ze mnie wszelkie siły życiowe. Co prawda śnieg nadal się w lesie utrzymywał, ale zaspy ustąpiły miejsca ubitemu podłożu, miejscami przypominającego lodowisko. Oj dawno nie wywijało się takich piruetów :)

Sama trasa była bardzo ciekawa - wąskie leśne ścieżki przeplatane szerszymi odcinkami, jak i kawałkami ulic, a nawet polami. Jak przystało na Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich, nie mogło zabraknąć licznych pagórków, jak i całkiem sporych górek, pod które nawet pies nie chciał mnie podciągnąć. Choć w Łagiewnikach byłam nie raz, byłam zakoczona wielkością i różnorodnością trasy - duży plus dla organizatorów. Jednak nie tylko trasa jako taka była pełna przygód - znalezienie niektórych punktów kontrolnych było nie lada wyzwaniem. Szczególnie dwa z nich - umieszczone w dziurze i przy skarpie - sprawiły, że dobrą chwilę krażyliśmy po lesie w ich poszukiwaniu.

Ponieważ wystartowaliśmy na trasie SPORT w kategorii Rodzina, udało nam się stanąć na podium. No dobra, ostatecznie startowały tylko dwie rodziny, no ale nie wiedzieliśmy tego przed startem ;)
Szkoda tylko, że dyplomów nie było... Na poprzednich zawodach - w Szczepocicach - rozdawano i po cichu miałam nadzieję, że taki papierek 'ku pamięci' będę mogła sobie oprawić w złoto i zawiesić na ścianie chwały. No nic, już to przepłakałam i poczekam na kolejne podium ;)

Czas - 04:36:03


fot. http://www.obiektywnalodz.pl klik


Wspomnieć należy także o niespodziance, którą organizatory zafundowali wybranym osobom, które zarejestrowały się przez Internet - na mapkach były nazwy ulic czy też obszarów pochodzące od ich nazwisk czy imion psów. Naszym nazwiskiem (ciut przeinaczonym) zostały nazwane dwie ulice - sympatycznie. Muszę koniecznie zachować tę unikatową mapę dla potomności :)

PS Pewien Pan Reporter był zaciekawiony Akirą, jako dość małym pieskiem w porównaniu do huskich, które stanowiły większość startujących psiaków. Był mini wywiad i sesja, a w poniedziałek znaleźliśmy się w gazecie... ach ta moja gwiazda :D Tylko szkoda, że Pan Reporter zrobił z mojego, jakże mężnego, psa... suczkę!!!




Jedyne do czego mogłabym się przyczepić - skromny (nawet bardzo) pakiet startowy. W Szczepocicach były i próbki karm dla psów (które bardzo się przydały po zakończonym biegu) i wielka kość do gryzienia. Tym razem dla psów nic się nie znalazło. Szkoda.
Na szczęście było za to sporo nagród jak na liczbę uczestników i dzięki temu, wielu się poszczęściło. My mamy świetną smycz w łapki - mała rzecz, a jako pamiątka z imprezy, bardzo cieszy.

niedziela, 10 lutego 2013

GP Łodzi 2013 4/6


 


Ostatnio: Biegło się świetnie!
Dziś: Biegło się strasznie! Masakra nie bieg... Pomijając brak regularnych treningów biegowych, na 4 km myślałam, że mi czaszkę rozsadzi. Ciśnienie w okolicach oczu i ucisk - bardziej niż bólu przestraszyłam się, że mi śrubki w szczęce pójdą... Pobiegowa wizyta w ambulansie i werdykt o zapaleniu zatok (wtf!?). No nic, w końcu i tak to jeden z ostatnich biegów... tym razem przerwa będzie dłuższa niż pół roku......

Ale koniec narzekania! Atmosfera jeszcze lepsza niż zwykle :) Bieg karnawałowy, więc mnóstwo osób było poprzebieranych. Bałwany, żabki, pszczółka, rockman, komandos, zombie, bohater filmu Maska, Marylin Monroe (Pan), kowboy i wiele innych bliżej nieokreślonych :) Ja przypadkowo też - z numerem 1 na klacie za zwycięzcę biegu :D 





Dystans - 5 km
Czas - 00:26:13netto
00:26:25 brutto
00:13:07 - 2,5 km
Open: 139/230
K2: 8/16
Śniadanie ok. 4 h przed biegiem: 2 małe gruszki, 3 mandarynki, 3 kromki chleba z masłem orzechowym i bananem. Przed samym biegiem już mnie lekko ściskało z głodu (a przecież śniadanie małe nie było) - może to z powodu nocnych ćwiczeń z Ewą, które wyssały ze mnie siły życiowe.

takie tam wpadło w oko :)

niedziela, 27 stycznia 2013

GP Łodzi 2013 3/6

Biegło się świetnie! Mimo sobotniego przejedzenia pączkami w ilościach hurtowych, śmigało mi się dziwnie lekko. Jeszcze nie powróciłam do regularnych treningów, więc tym bardziej nie sądziłam, że pobiegnie się tak luźno. Skupiłam się na oddychaniu, a nogi same niosły. Oj już nie pamiętam, kiedy biegło mi się tak dobrze! Chce więcej.

Dodatkowe plusy: park pięknie ośnieżony, nieśmiało wyglądające zza chmur słoneczko, lekki mróz - jedym słowem pięknie było. No i udało mi się wygrać w pobiegowym losowaniu pakiet 4 wejść na siłownię :D

Dystans - 5 km
Czas - 00:27:30 netto
00:27:43 brutto
00:14:01 - 2,5 km
Open: 160/241
K20 - 7/12

Śniadanie ok. 4 h przed biegiem gruszka, 3 mandarynki, kromka chleba z masłem orzechowym i 2 pączki serowe... Heh może częściej powinnam serwować sobie pączki przed biegem :P

niedziela, 20 stycznia 2013

Dog Orient - Szczepocice Rządowe

fot. Agnieszka C.


Dog Orient. Szczepocice Rządowe. 19.01.2013


Pierwsze nasze (bo moje i Akiry) wspólne zawody. 
Słowem wstępu, Akira to szpic japoński, mój pieszczoch, osobisty ogrzewacz, mały zbój, ale i niestrudzony partner w trakcie biegowych treningów. Jeśli biegać w lesie - tylko z nim! Jeśli z kolei nie biegamy, to pokonujemy dziennie po ok. 10-15 km na spacerach. 
Wracając do debiutu, choć wspólne zawody marzyły mi się od dawna, jakoś sama zebrać się nie mogłam. Ale z kimś to już co innego :) W tym miejscu pozdrawiam więc Agnieszkę i Airę, z którymi pierwszy dogtrekking okazał się świetną przygodą!


Aira i Akira - już po marszu


Wrażenia? Dużo śmiechu i dużo zmęczenia - a co ciekawe, mam wrażenie, że to drugie napędzało to pierwsze. Głupawka po 15 km była nie do ogarnięcia, a końcówka to już totalny odjazd (i to bez wspomagaczy :))
Trasa ciężka, bo brnięcie w śniegu na leśnych ścieżkach potwornie dawało w kość. Na szczęście pies miał niespożyte zapasy energii i gdyby mnie nie ciągnął, pewnie siadłam w pierwszym lepszym rowie i czekała na zbawienie. I zostając już przy psie - ogromnie mnie zaskoczyło jego zachowanie! Prowizorycznie podczepiłam jego smycz do sprzączeki plecaka z przodu i praktycznie przez większość trasy szedł idealnie przede mną. Nie było ciekania od prawej do lewej jak na codziennych spacerach, szedł jak po linii. Hmm w sumie to chyba ja mu przeszkadzałam - jako balast, który musiał za sobą ciągnąć... Tak więc nie pozostaje nic innego jak nabrać formy, zaoaptrzyć się w odpowiedni sprzęt i szaleć po lasach! No może przyda się jeszcze nauka obsługi mapki i orientacji w terenie ;)


Kwestie organizacyjne?
Może to przez nasz debiut, ale trochę się nie mogłyśmy odnaleźć. Co, gdzie, kiedy, jak... byłyśmy lekko zagubione i raczej patrzyliśmy, co inni robią. Niemniej wszyscy wokół - i organizatorzy i uczestnicy byli przemili!!!! I to w zupełności wystarczyło, by zawody uznać za jak najbardziej udane.


Trasa (hobby) - 20,40 km (w sumie powinno być mniej, ale trochę się pogubiłyśmy ;))
Na trasie czekało na nas 11 punktów kontrolnych, niektóre z zadaniami do wykonania, typu rozpalanie ogniska, lepienie bałwana, znajdywanie szczegółów dookoła. 
Czas - 4:50:30 (trochę nam zeszło...)

Szczegóły na Endomondo - klik


Znalezione w sieci:

artykuł na radomsko.naszemiasto.pl klik