Ostatnio: Biegło się świetnie!
Dziś:
Biegło się strasznie! Masakra nie bieg... Pomijając brak regularnych
treningów biegowych, na 4 km myślałam, że mi czaszkę rozsadzi. Ciśnienie
w okolicach oczu i ucisk - bardziej niż bólu przestraszyłam się, że mi
śrubki w szczęce pójdą... Pobiegowa wizyta w ambulansie i werdykt o
zapaleniu zatok (wtf!?). No nic, w końcu i tak to jeden z ostatnich
biegów... tym razem przerwa będzie dłuższa niż pół roku......
Ale
koniec narzekania! Atmosfera jeszcze lepsza niż zwykle :) Bieg
karnawałowy, więc mnóstwo osób było poprzebieranych. Bałwany, żabki,
pszczółka, rockman, komandos, zombie, bohater filmu Maska, Marylin
Monroe (Pan), kowboy i wiele innych bliżej nieokreślonych :) Ja
przypadkowo też - z numerem 1 na klacie za zwycięzcę biegu :D
Dystans - 5 km
Czas - 00:26:13netto
00:26:25 brutto
00:13:07 - 2,5 km
Open: 139/230
K2: 8/16
00:26:25 brutto
00:13:07 - 2,5 km
Open: 139/230
K2: 8/16
Śniadanie
ok. 4 h przed biegiem: 2 małe gruszki, 3 mandarynki, 3 kromki chleba z
masłem orzechowym i bananem. Przed samym biegiem już mnie lekko ściskało
z głodu (a przecież śniadanie małe nie było) - może to z powodu nocnych
ćwiczeń z Ewą, które wyssały ze mnie siły życiowe.
takie tam wpadło w oko :)












